Magdalena Myszkiewicz
kuratorium : Katarzyna Zimnoch i Paweł Kleszczewski / Konik Studio Galeria STAR / 26 Kwietnia 2025 / Szczecin
Nowe konteksty:
Praca nie jest nowa. Nie jest też specjalnie stworzona do tej wystawy. Jest to część pracy dyplomowej Magdaleny Myszkiewicz, obronionej na Wydziale Malarstwa AS, jakiś czas temu[1]. Inspiracją do jej realizacji były gabiony- zwykle widzimy je jak wzmacniają skarpy lub stają się płotami-to kamienie zamknięte w klatce z drutu, w kształcie sześcianów lub prostopadłościanów.
Myszkiewicz znalazła w nich symbolikę pułapki- wolności, niewoli, chęci izolacji, niepewne poczucie bezpieczeństwa i jego braku, odgradzania się- od siebie wzajemnie, od natury, odcinania się. Wszystko podszyte lękiem i chęcią pewności spokoju, zapewniania sobie jakiegoś schronienia.
Zamiast kamieni wewnątrz metalowej klatki, Myszkiewicz zamknęła polskie słupki graniczne.
„Praca podejmuje temat granic, ograniczeń i izolacji jako potrzeby tworzenia pozorów bezpieczeństwa”[2].- podała artystka w informacji na temat pracy.
[1] Praca pod tytułem Pejzaże Wewnętrzne / Pułapki powstała pod opieką promotorską dr hab. Bartłomieja Otockiego oraz dr hab. Kamila Kuskowskiego w Akademii Sztuki w 2023 r.
[2] Tekst autorski o pracy dyplomowej Magdaleny Myszkiewicz.
Widziałam już prace Magdaleny Myszkiewicz i polskie słupki z granicy- wielkie, wąskie kamienie- znaczniki, dla mnie kojarzyły się z odwrotnością tego co, widziałam na granicy wschodniej. Tam- to słupki- wolno stojące, dumne i w pracy- obserwowały jak inni- obcy- zostają zamknięci w metalowej klatce muru. To dopiero było przeżycie!
Spacerując po spokojnym lesie, rezerwacie przyrody- przecież, obszarze nadgranicznym- dochodzisz do muru! Przez metalowe pręty prześwitują oczy, ręce, części ludzi. Chcą się wydostać. Chcą uciec. Po drugiej stronie inni ludzie- wcale nie czują bezpieczeństwa i majestatu biało-czerwonych oznakowań.
Jedni ludzie – w służbie granicy, inni- w służbie obcym ludziom. Wspomnienia.
czcionka SZCZECINIA stworzona przez Konik Studio dla cyklu wystaw 80 lecia
Oddalając się od wschodniej granicy- zamykamy w bezpiecznym opłotowaniu obszar naszego kraju. Po tej stronie graniczymy z Rosja, Litwą, Białorusią, Ukrainą, wracając dołem na nasz Zachód- ze Słowacją, Czechami i Niemcami.
Tutaj ta granica była wyczekiwana. O tych trudnych początkach związanych z granicami zachodnimi w przedmowie do albumu z archiwaliami z 1945, wydanego w 1980 r. napisano:
(…) Do tego dochodziła bardzo trudna sytuacja aprowizacyjna, masowy przepływ tysięcy ludzi w różnych kierunkach ułatwiony istnieniem prowizorycznej zachodniej granicy administracyjnej miasta (będącej równocześnie granicą państwową!), która biegnąc peryferyjnymi dzielnicami pośród domów mieszkalnych i ulic, w praktyce nie była w ogóle strzeżona. Wszystko to utrudniało niepomiernie sprawne funkcjonowanie władzy w mieście i przywracanie w nim normalnych warunków życia i egzystencji dla jego mieszkańców. Niewątpliwe opóźniło to poważnie akcję osadniczą w Szczecinie i start tego miasta do odbudowy swojej gospodarki i kultury. [1]
[1] Tadeusz Białecki, Zdzisław Chmielewski, Kazimierz Kozłowski, Przedmowa do Szczecin w dokumentach 1945, KAW, Szczecin 1980, własność Konik Studio (APN).
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu- do czasu napisania tego tekstu- nie miałam pojęcia o istnieniu
Muzeum Polskich Formacji Granicznych im. mjr. Władysława Raginisa[1] . Najwyraźniej zaszła taka potrzeba by je stworzyć!
Tam można się dowiedzieć kiedy zdecydowano, dokąd sięgały, jak się zmieniały granice. Właśnie ta zmienność w dziejach Polski- jest prawdopodobnie argumentem za stworzeniem miejsca- gdzie by te wszystkie informacje pomieścić i łatwo udostępnić.
Kontekst 26 kwietnia[2]– kiedy wystawa zostanie otwarta- nada tej wielkoformatowej instalacji nowego znaczenia.
To data „Wyzwolenia Szczecina”. To osiemdziesiąt lat „wyzwolonego” Szczecina.
Miasta, które jako „najdalej wysunięty na Zachód bastion”[3], jest naszym odwiecznym grodem, do którego wracamy, my- Polacy po okresie, który można nazwać „bezczasem”.
Osiemdziesiąt lat temu to miasto „na prasłowiańskich ziemiach najbardziej na zachód wysuniętego dziedzictwa wielkich naszych Piastów Mieczysława I i Bolesław Chrobrego władców Pomorza Nadodrzańskiego”[4] rozpoczęło budowę swojej granicy. Znajdując argumenty, że „nie jesteśmy tutaj od dzisiaj”[5], że „bezczas” się skończył i oto powracamy.
A żeby poczuć się bezpiecznie musimy się odgrodzić. Zamknąć to, co dostaliśmy od Losu w tym gabionie, żeby nikt nam tego nie odebrał- bo już zapłaciliśmy za to. Pilnujemy tej granicy. Obserwujemy ją i znaczymy.
[1] https://muzeumsg.strazgraniczna.pl/ (wejście 06.04.2025)
[2] 26.04.2025- wernisaż wystawy GRANICA Magdaleny Myszkiewicz w Galerii STAR, Koński Kierat 16, Szczecin.
[3] Fragment tekstu z „Wiadomości Szczecińskich” z 15.VII.1945 r., nienumerowana wkładka do publikacji w: Tadeusz Białecki, Zdzisław Chmielewski, Kazimierz Kozłowski, Szczecin w dokumentach 1945, KAW, Szczecin 1980, własność Konik Studio (APN).
[4] Fragment tekstu informacyjnego o otwarciu I Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie, w: Tadeusz Białecki, Zdzisław Chmielewski, Kazimierz Kozłowski, Szczecin w dokumentach 1945, KAW, Szczecin 1980, własność Konik Studio (APN).
[5] Również tam.
O podzielności na tu i tam:
Granica coś oddziela. Coś od czegoś. Po jednej stronie jest to, co zostało odcięte, zablokowane, zagarnięte i podpisane jako te po tej stronie- nie po tamtej.
Granica oddziela pionowo i poziomo- ma swoje linie i znaki.
Może posiadać naturalne znaczniki- charakterystyczne elementy w krajobrazie, przykładowo linie rzek, gór czy innych naturalnych obszarów.
Te znaczniki są trwałe. Wzdłuż linii- na które się umówiono- postawiono słupki, żeby się nie pomylić, żeby było widać z daleka.
A co jeśli te słupki zmusimy do poruszenia się? Wyrwiemy z ich trwałości i odliczonych centymetrów „wagi państwowej”?
A co jeśli tym słupkom dodamy kółka?
I wśród różnych różności zgodzimy się co do zmian- niesłusznych, wymuszonych, niesprawiedliwych, odwetowych, wynagradzających, uzasadnionych, nieuzasadnionych- dla innych, dyskutowanych i ocenianych, opisywanych i sprawdzanych przez kolejne pokolenia, z coraz mniejszym zasobem pamięci. Czas zaciera ślady w pamięci.
(…) Jednocześnie Szczecin w 1945 r. znalazł się w tak specyficznych i nietypowych warunkach, które analizowane z możliwie każdego punktu widzenia nie znalazły podobnego odpowiednika w żadnym innym mieście polskim i bodajże w żadnym mieście Europy (…)[1]
Jakże było ciężko przesuwać różne mury i budować je na nowo? Nie wiemy.
Możemy się tylko domyślać i fantazjować. Niech sformułowanie pierwszego prezydenta Szczecina będzie nam drogowskazem- „szczecińskie prowizorium”.
Odnotował [on]: „W dniu 5 lipca 1945 roku skończyło się szczecińskie prowizorium, trwające sześćdziesiąt osiem dni, od 28 kwietnia począwszy”[2].
Według niego, jednak, zakończyło się 5 lipca ’45- dla nas trwa do dziś.
[1] Op. Cit.
[2] https://histmag.org/Jak-Stettin-stal-sie-Szczecinem-11384 (wejście 7.04.2025)
Z pewnością ciężko było budować w tej „prowizorce” z uczuciem- z jednej strony radości sprawiania, realizacji a z drugiej- uczuciem niepewności- że przyjdą- zabiorą. Przesuną. Zagarną. Wyrzucą.
Więc niepewność GRANICY wciąż stała za tym uczuciem niepewności. Przerodziło się to w tymczasowość. I przesiąkło wszystko i wszystkich.
Po co budować- skoro nie wiadomo czy to nasze będzie? Nie ma sensu tu nic budować- lepiej wywieźć. Pamiętam jak u mnie w rodzinie dziadek wielokrotnie powtarzał- jeśli temat schodził na zmiany granic, zmiany domów i historie rodzinne- że powtarzał swojemu ojcu (który wrócił z Syberii do Polski długą i krętą drogą, ostatecznie osiadając w Szczecinie) po co będzie cokolwiek kupować (nieruchomości) tutaj. Przecież to nie będzie polskie, tylko znów niemieckie!
(Ale pradziadek i tak kupił i tak. a jego rodzina do dziś mieszka w Szczecinie.)
I tak „budujemy” w cieniu tego, że nie ma po co. I tak „tworzymy”, „uczymy się”, „zadomawiamy się”- powoli ale chyba skutecznie (już).
Postawiliśmy już te granice. Choć ciągle je przekraczamy- jako ludzie- wewnętrznie i zewnętrznie.
Problemy na granicach istniały i istnieć będą- jak długo one same są w użytku.
Określono je: przekraczając rzekę Odrę znajdujesz się w Polsce. Chowasz się w walizce, którą przerzucają na drugi brzeg i znajdujesz się w Niemczech.
Zastanawiasz się co oznaczają paski na tych słupkach- biały jak biały orzeł w godle Polski, czystość i niewinność a pod spodem czerwony- jak tło, na którym widzimy tego białego orła- najczęściej. Biały i czerwony, biały i czerwony.
A te po drugiej stronie- czarny, czerwony i żółty – to Niemcy. Deutschland.
Określenie miejsca gdzie my nie jesteśmy nimi- a oni nami- odsyła nas do słupków granicznych.
Choć w praktyce jest to bardziej skomplikowane- w poważnych urzędowych sprawach- gdzie wszystko ma swój numer, tytuł, nazwę i podlega jakiemuś prawu- widnieje oznakowanie, które dzieli pionowo biało-czerwonymi słupkami.
Tworzenie pozorów bezpieczeństwa:
Słupki graniczne. To lęk. Do dziś, mijając miejsce, gdzie niegdyś była granica polsko-niemiecka jestem niespokojna, obawiam się- nie wiem czego. Nikt nic nie sprawdza, a może. I wtedy trzeba będzie się tłumaczyć z niczego.
Atrapa bycia bezpiecznym. Atrapa stwarzania zagrożenia.
Po drugiej stronie- to atrapa bezpieczeństwa.
Bo może i jesteśmy odgrodzeni od innych- potencjalnych innych, którzy są niebezpieczni- to wciąż nie wiemy i nie mamy pewności, że bezpieczeństwo nie zacznie się burzyć po tej stronie.
Nigdy nie ma się pewności.
Może to kwestia trwogi poprzednich pokoleń i tej „polskości”, która meblowała na nowo te puste pokoje, które tu nam przydzielono.
Dlatego jesteśmy podszyci strachem i permanentną tymczasowością- która przenika wszystko. Po co tu cokolwiek budować- skoro nie nasze, może zabiorą?
Nie warto się starać, remontować, poprawiać- bo może ktoś inny skorzysta z tych naszych wprowadzonych zmian, a nas znów przegonią?
Zapewne różne myśli od początków polskiego Szczecina kłębiłby się w głowach przybyłych osadników- wśród tego chaosu- stałość słupka granicznego- mogła być kojącym widokiem.
(…) Oto i pierwsza polska chorągiewka. Wisi nad drzwiami jakiegoś zabitego deskami budynku. Napis na okiennicy głosi, że lokal jest zajęty przez Kazimierza Bączka z Poznania. Dalej tych biało- czerwonych chorągiewek jest więcej, a gdy po godzinie drogi wchodzi się w piękną, szeroka aleję lipową (Piastów) do miasta, jest już ich wcale sporo. Jakże inną mają tu wymowę niż w Łodzi, Katowicach czy Warszawie. Tu nie są dekoracją ani szablonowym wyrazem patriotyzmu. W szczecinie chorągiewka polska to widomy znak, że w domu z którego zwisa miesza Polak, że tu osiadł, że tu się zadomowił, że tu trwa. Tych biało-czerwonych chorągiewek jest w mieście około osiem tysięcy, dokładnie tyle, ilu mieszka w nim Polaków. Poza tym jest w mieście ponad 80 000 Niemców…[1]
[1] Fragment tekstu „Szczecin na przełaj. Reportaż Jacka Wołowskiego dla „Życia Warszawy””, zamieszczonego w: T. Białecki, Z. Chmielewski, K. Kozłowski, Szczecin w dokumentach 1945, KAW, Szczecin 1980, s. 42 i n.
Z powrotem do galerii:
Praca Magdaleny Myszkiewicz odsyła nas do tego, co mamy pod skórą, do naszych osobistych podróży i grupowego przemieszczania się w ramach państwowości.
Zadaje pytania o ten obszar geograficzny, skrawek świata, miejsce, osadzenie i zatrzymanie- nasz dom- który jest wydzielony i pilnuje naszego bezpieczeństwa.
Bo możemy sobie pomyśleć, że póki stoi słupek graniczny biało- czerwony- to my jesteśmy po jego jednej stronie, znamy swoje miejsce, czujemy się bezpieczni, wiemy jak co się nazywa i wiemy w którą stronę iść.
A co jeśli te słupki zmusimy do poruszenia się? Wyrwiemy z ich trwałości i odliczonych centymetrów „wagi państwowej”?
A co jeśli tym słupkom dodamy kółka?
Jak się poczujemy w płynnej stałości- gdzie konstrukcja nie jest trwała? Gdzie można wziąć, podnieść, przenieść i zmienić wszystko?
Czy zachwieje to naszą betonowo- wylaną pewnością bezpieczeństwa po tej stronie?
Naznaczone biało-czerwono.
Co te słupki graniczne dziś nam mówią?
I co oznaczają?
Oswajanie miasta. Zajmowanie miasta- dzielnica po dzielnicy. Znaczenie miasta- flagi biało-czerwone, zamalowywane farbą niemieckie napisy, zdejmowane szyldy sklepów.
Budynki urzędowe nietknięte. Kamienice w gruzach, bez dachów, bez wnętrza, zombie- ziejące pustką, z amnezją od wybuchów, trądem i łuszczycą od ostrzeliwania, bez wnętrza- oto budynki dla przyszłych mieszkańców Szczecina. Nie mamy tego, co potrzebujemy- to sklecimy z tego co możemy, połączymy drutem chęci, kreatywnością możliwości i już- będzie się trzymać cało! Prowizorium z konieczności, a później – z przyzwyczajenia.
Co oznacza PROWIZORIUM?
Gruzowisko i setki rąk z łopatami- jak widzimy na zdjęciach z lat 40. XX w.- próbujące nadać kształt rzeczywistości. Oswoić dla siebie jakiś kawałek miasta.
A dumne to miasto, okaleczone i zoperowane, po licznych rekonwalescencjach i uzupełnianiach plomb w dziurawym krajobrazie miejskim. Spogląda dziś na nas- tych, co je wypełniają- bo jesteśmy wewnątrz miasta. Spogląda i chyba milczy. Nie ma nic przeciwko.
Szczecin- można powiedzieć przekornie „Szczecinia”- kobieta feniks, matka, która nie została nauczona jak dawać swoim dzieciom miłość- a dzieci, jak to dzieci- bezwarunkowo kochają swoją rodzicielkę. I choć nie jest to nasza wspólna rodzicielka- bo tylko dla trzech (szacunkowo) pokoleń Szczecina nią jest- to całując ją po rękach z szacunkiem- ona, często oddaje nam klapsa.
PROWIZORIUM w kontekście GRANICY:
Co oznacza dziś w 2025 a wtedy w 1945?
Święto Szczecina!
Święto miasta. Święto jego mieszkańców.
Nowi osadnicy.
Zaorano, zagrabiono, posadzono nowe nasiona, podlano, nawieziono nawozu i znów zagrabiono i podlano i po czasie- wyrosło coś z tego.
Ci wszyscy, którzy zewsząd tu się zeszli. Jak pisał Jerzy Pachlowski: „(…)Po wojnie prowadziły doń drogi z krańców świata. Nie tylko utarty w owym czasie szlak na zachód- z Wileńszczyzny, Wołynia, Podola. Ale również- z Chin, Syberii, Ameryki Południowej, Australii, Szkocji; kopalni Nadrenii, Pas de Calais, hut Westfalii i ze ścieżek wojennych wszystkich frontów. Kierowali się w te strony także ci, obarczeni poczuciem zbyteczności w przeludnionej wsi kieleckiej, Podkarpacia, miasteczek Wielkopolski. Z wypalonej do cna Warszawy- polskiego Jeruzalem- z popielisk którego wypędzono wszelkiego żywego ducha. Po kataklizmie wojny ciągnęli tułacze zewsząd, gdziekolwiek po świecie rozrzucił ich polski los. Przybywali tutaj, by znowu w ojczyźnie cierpliwie odbudowywać próg rodzinnego domu.”[1]
Ludzie, którzy TU przybyli, na „ziemie obiecane” by zmienić swój los- trafili do PROWIZORIUM.
Piotr Zaremba- pierwszy prezydent – określił początkową fazę kształtowania się Szczecina mianem „prowizorium”. My przeciągamy to na osiemdziesiąt lat, zadając pytanie: czy tak jest?
Jaką role w tym mają mieszkańcy i artyści?
[1] Jerzy Pachlowski, Oswajanie krajobrazu, Szczecin 1979 r. w: T. Białecki, Z. Chmielewski, K. Kozłowski, Szczecin w dokumentach 1945, KAW, Szczecin 1980, przedmowa, własność Konik Studio (APN).
Przeniesienie słupka granicznego Magdaleny Myszkiewicz z Galerii Star do Ratusza Staromiejskiego / Muzeum Narodowe w Szczecinie / Muzeum Historii Szczecina / akcja : Paweł Kleszczewski, Sławomir Zmaciński, Katarzyna Zimnoch, Edyta Woźniakowska
Oprócz Ratusza Staromiejskiego, nie istnieje żaden inny budynek w mieście mający historyczne tradycje egalitarnego wpływu na rzeczywistość Szczecina. Pozostają pałace, kościoły i budynki urzędów siłowych. Ratusz, choć jest to zombie- ratusz, po lifitngu, z botoksem, w gorsecie historycznym i peruce- zakrywającą łysinę- ma jednak walor ciągłości linii czasu: średniowiecze, renesans, barok,… Szwedzi, …Napoleon,…. Sowiety,… Polacy.
A ta wystawa jest o jakiejś ciągłości, czyli 80-ciu latach władzy polskiej.
Koszty stworzenia tej wystawy przypominają koszty i możliwości tworzenia w czynie społecznym, ale jesteśmy w domu- mamy święto.
Organizujemy rocznicę, jako artyści, którzy urodzili się w Szczecinie tak jak ich rodzice, a dziadkowie tu przyjechali. Bo prawdziwa rocznica jest spontanicznie celebrowana przez ludzi, którzy się do tego poczuwają.
PROWIZORIUM trzymające się na klamrach, pasach, rzepach, taśmach i sznurach- mogące w każdej chwili upuścić swoją formę i się zmienić po raz kolejny. To jak stwór Frankensteina- ludzka hybryda, tak ten nasz, współczesny Szczecin to miejska hybryda, to kolorowe zombie.
Okaleczone- owszem, ograbione i pozbawione drzew i zabetonowane gdzie się da- zgadza się, ale nie posiadające mentalności ofiary- jak Warszawa. Tu jest przestronnie, to, co było puste- zostało wypełnione czymś nowym. Każdy tu nie jest „swój”- więc nie ma czego się bać- jakiejś niechlubnej przeszłości przodków, czy sąsiedzkiej aferki. I TU każdy jest już „swój”. Więc jest powód do radości, bo mamy swoje miejsce na ziemi.
Polacy tu zagrabili, posprzątali, odgruzowali-wszystkie nagrobki wystające z ziemi po poprzednich mieszkańcach, poskładano je schludnie, jak karty ewidencji w archiwum i zrobiono z cmentarzy parki.
A jednak Szczecinianie żyją w cieniu PROWIZORIUM i cieniu GRANICY.
Spoglądają nieufnie na Zachód. I spoglądają z nadzieją na Zachód.
I może nadal podśpiewujemy pod nosem tekst tej piosenki:
Wara od Odry, od Nysy- wara!
Od naszych granic precz!
To ziemia nasza, piastowska, stara,
Zachód- to nasza rzecz![1]
[1] Fragment tekstu piosenki „Wara od Odry” – piosenki Związku Walki Młodych i Związku Młodzieży Polskiej, napisana w 1946 roku przez Franciszka Pałkę-Zbieniewskiego.
MAGDALENA MYSZKIEWICZ
Urodzona w Poznaniu studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu. Związana z Teatrem Współczesnym w Szczecinie. W 2020 roku uzyskała Stypendium Twórcze Miasta Szczecin, dzięki któremu powstał film animowany pt. „Wieża z klocków” który jest jej debiutem w tej dziedzinie twórczości. Film był wielokrotnie prezentowany na festiwalach otrzymując szereg nagród. Magdalena Myszkiewicz jest także absolwentką Akademii Sztuki w Szczecinie. W 2023 roku ukończyła studia magisterskie na Wydziale Malarstwa.
Wspólnie z Renata Ramolą od 2024 r. prowadzi pracownię o wiele mówiącym sympatycznym pseudonimie „dziura w ziemi” w centrum miasta.
Uczestniczyła w wystawach zbiorowych:
2024-Najlepsze Dyplomy Gdańsk/ ASP Gdańsk
„Hunting For Painting”/ Selsin AS Szczecin
2022-„Eco Lenses” Kurzy Młyn Szczecin
„Inna Opcja” Tu Centrum Szczecin
„The Strongest Desire” Kuckenmule Szczecin
„Światło Linia Plama” Zona Sztuki Aktualnej AS Szczecin




